Audiodeskrypcja

19 09 2011

Postanowiłam napisać kilka słów o audiodeskrypcji bo zbyt wiele osób na dźwięk tego słowa krzywi się brzydko i pyta “coo?”.

Definicja podawana przez Fundację Audiodeskrypcja, pierwszy i chyba wciąż jedyny podmiot w Polsce zajmujący się popularyzacją tego zagadnienia brzmi:

Audiodeskrypcja ang. audio description [AD] - słowny opis obrazów i treści wizualnych, umożliwiający osobom niewidomym i słabowidzącym zrozumienie i korzystanie z informacji, które z różnych względów mogą być dla nich niedostępne.

A prościej? Chodzi o opisanie tego, co widać na ekranie, a co jest ważne dla zrozumienia filmu lub (wyższa szkoła jazdy) odczucia jego stylu, formy wizualnej itp.

Jest tu wiele utrudnień. Trzeba się zmieścić pomiędzy dialogami, dokonywać selekcji tego, co jest naprawdę istotne. A jednocześnie trzeba pilnować aby niewidzący lub słabo widzący odbiorca rzeczywiście mógł zobaczyć film oczami wyobraźni. Nie chodzi o opowiedzenie historii, ale o przekazanie obrazów, które odbiorca sam poskłada w całość, zinterpretuje i zrozumie.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że nikt prawie o tym nie wie. Od lat przyzwyczajeni jesteśmy do programów z tłumaczeniem na język migowy. Ale audiodeskrypcja to całkowita nowość, która dopiero zagości na dobre w naszych telewizorach, salach kinowych, teatrach i galeriach.

Dzięki temu osoby niewidzące i słabo widzące będą mogły w pełni korzystać z kultury. W pełni? Dokonując audiodeskrypcji osoba widząca nie może oprzeć się smutnemu wrażeniu, że jak nie opisywałaby obrazu, nie będzie w stanie oddać całości. Osoba widząca skupia się na tym, ile straci niewidzący lub słabo widzący odbiorca. Jest to jednak mylne wrażenie. Niewidzący lub słabo widzący odbiorca zyskuje. Zyskuje bo może wyobrazić sobie świat, którego nie widzi. Współcześnie zyskuje tym bardziej, że po raz pierwszy rzeczywiście ma szansę oglądać filmy, a nie tylko ich słuchać.

Fundacja Audiodeskrypcja organizuje szkolenia z audiodeskrypcji programów audiowizualnych. Polecam, bo to naprawdę otwiera oczy. Piszę o tym również po to, aby otworzyć Wasze oczy na tę nowatorską technikę. Jeśli organizujecie pokazy, prowadzicie kino lub klub filmowy - miejcie w pamięci audiodeskrypcję. Może kiedyś znajdzie się dla niej miejsce w waszym budżecie i harmonogramie.



W drodze (Jej droga)

8 09 2011

Letni dzień. Po prawej dziewczyna. Ma krótkie czarno włosy. Ubrana w niebieską sukienkę z dekoltem. Na szyi dekoracyjny szalik. Na ramionach bordowe bolerko z dzianiny z krótkim rękawkiem. Patrzy w lewo, na drugą dziewczynę. Dziewczyna z lewej ma włosy i szyję zasłonięte jasnym szalem. Ma bluzkę z rękawem 3/4 w kolorze khaki i luźne jasne spodnie. W tle biały namiot z pionowymi ścianami i dachem w kształcie ostrosłupa. Obok namiotu drzewa. Polski tytuł tego filmu to Jej droga. Oryginalny brzmi Na putu, co kojarzy mi się z w drodze. I zdecydowanie bardziej przemawia do mnie ta wersja tytułu. Zdejmuje część uwagi z głównej bohaterki. Pozwala wnikliwie przyjrzeć się także jej partnerowi, koleżance, babce, społeczności… Wszystko w tym filmie jest w drodze. Nie znamy celu, ale domyślamy się traumatycznej przeszłości, która wpływa na wszystko i wszystkich, którzy przez nią przeszli.

Jej droga to film. Nie chcę pisać, że dobry lub zły. Wydał mi się ważną lekcją rozumienia współczesnego świata w całej jego różnorodności.

Oglądamy ulice żywego miasta i młodych, radosnych ludzi. Na tym obrazie musi pojawić się rysa. Nie każdy jednak będzie się spodziewał jak głęboko osadzone okaże się jej podłoże. Bohaterowie piją alkohol, chodzą na dyskoteki, uprawiają przedmałżeński seks, oddają się znanym nam rozrywkom - to wszystko przy pogwałceniu praw swojej religii.
Czytaj dalej »



Pozory mylą

24 08 2011

Masz projekt na ważny społecznie albo historycznie temat, ale kiepski scenariusz? Nawet jeśli poruszysz polityków, namówisz dziennikarzy i zaangażujesz wszystkich do wywarcia presji na PISF - zrobimy wszystko, aby się temu nie poddać. I oby ci politycy i dziennikarze zanim zaczną dzwonić i pisać, przeczytali scenariusz - deklaruje dyrektor PISF Agnieszka Odorowicz w rozmowie z Arturem Zawiszą, zamieszczonej w najnowszym numerze tygodnika “Przegląd”. Źródło: Agnieszka Odorowicz dla Przeglądu

Tytuł: Miasto
Reżyser: Jan Komasa
Producent: Film Miasto Sp. z o.o.
Budżet: 20 600 000
Kwota wnioskowana: 9 000 000
Kategoria ekspertów: 2x przec. 3x słabe; oceny dod.: Rafał Marszałek, Łukasz Maciejewski - do dofinans.; Robert Gliński - po uwzgl. poprawek
Rekomend. ekspertów: odrzuc./ dofinans.
Decyzja Dyr. PISF: 6 000 000
Źródło: Dofinansowane projekty.

Gra pozorów?
Pozorna sprzeczność?
Pozory mylą.



Konkurs Prelegentów Filmowych - wyniki!

19 08 2011

Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu dobiegła końca, a wraz z nią kolejna odsłona Ogólnopolskiego Konkursu Prelegentów Filmowych.

Jury konkursu przyznało dwie równorzędne nagrody: dla Wojciecha Bronowskiego za prelekcję do filmu „Nieściszalni” (2010) oraz Karola Szafrańca za prelekcję do „Hadewijch” (2009). Ten ostatni otrzymał też nagrodę publiczności. Obaj Panowie zdobyli tym samym tytuł najlepszych prelegentów roku 2011 oraz zapowiedziane nagrody pieniężne.

Gratulacje!



Black and White czyli animacja w Muzeum

19 08 2011

Black and White, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Black and White, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Do 18 września w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej potrwa wystawa Black and White. Polecam ją serdecznie tym z Was, którzy podobnie jak ja lubią animację.

Filmy prezentowane na wystawie są specyficzne, tak jak wyjątkowa jest cała wystawa - ostra, radykalna, obrazoburcza, agresywna, hardkorowa - to tylko niektóre z określeń, których można użyć. Oczywiście są też inne - inspirująca, pierwsza, ciekawa, mówiąca o czymś.

Wszystkie prace, również prezentowane animacje odnoszą się do współczesności. Do kondycji człowieka. Do pomieszania wartości. Do zagubienia. Do patologii.
Czyje filmy są prezentowane?

Przede wszystkim - polski mistrz animacji, Piotr Dumała. Twórca wielu uznanych filmów animowanych, wielu przy użyciu wyjątkowej, autorskiej techniki. Na wystawie prezentowany jest Czarny Kapturek z 1983 roku. Ten film, podobnie jak kilka innych prezentowany jest w MSN na dużym ekranie, nie na małym telewizorku, co często zdarza się w galeriach sztuki. Tym bardziej polecam wycieczkę, zwłaszcza, że wstęp do MSN jest zawsze wolny.

Kolejny twórca, którego animację można zobaczyć na wystawie to Philippe Grammaticopoulos, który animacje tworzy komputerowo. Próbkę jego stylu zobaczycie tu:

Na tym nie koniec. Muzeum Sztuki Nowoczesnej prezentuje też filmy Phila Mulloya i Sebastiana Diaz Moralesa. W sumie przed różnymi ekranami można spokojnie spędzić godzinę. Zachęcam!

Dobrą okazją do wizyty będzie być może spotkanie zatytułowane “Politycznie niepoprawna animcja”. Odbędzie się 12 września, a gośćmi będą Jakub Majmurek, Marek Serafiński, Daniel Szczechura, Jerzy Kalina i Piotr Dumała.

Polecam też miłośnikom filmu zapoznawanie się z programami muzeów i galerii. Coraz więcej w nich filmów. I nie mam na myśli wideoinstalacji i dziwnych impresji często niezrozumiałych dla filmożerców. Coraz częściej świat wielkiej sztuki przyjmuje film do swojego kręgu i zaprasza go do swoich sal wystawowych. Ogląda się tam wprawdzie zupełnie inaczej niż w kinie, ale czy gorzej? Oceńcie sami.

O wystawie Black and White



Gdzie pani jest, Katalin Varga?

31 07 2011

Katalin Vargę poznajemy gdy jej mąż odkrywa jej największą, najbardziej skrywaną tajemnicę. Katalin wraz z synem muszą opuścić dom.

Wiele minut filmu minie nim ta wiejska kobieta w chustce stanie się uosobieniem zemsty i ofiarą. To kobieta fatalna, choć w sposób odległy od literackiej tradycji.

Katalin Varga to jeden z tych filmów, w których mówi się niewiele. Bohaterowie umieszczeni w rozległych plenerach przemawiają ruchem, gestem, nerwem. Lubię takie filmy, a ten podziałał na mnie prawdziwie hipnotycznie

Jego wielką siłą jest przedstawiony świat - z jednej strony pełen niewinnej przyrody, z drugiej dzikiej brutalności ludzi, którzy pozbawieni skrupułów walczą o swoje - o to, co mają najcenniejsze - o swój honor.

Katalin Varga to film, w który się wierzy, bo łatwo nam uwierzyć w zwierzęce prawa rządzące dziką prowincją Europy, zapadłą wsią i lasem. Ta sama historia przeniesiona do wielkiego miasta Zachodu wyda nam się pewnie mniej wiarygodna. Zresztą byłby to raczej dynamiczny thriller. Ta sama historia w Warszawie? Możliwe, choć wolimy o tym nie myśleć. Czy słusznie?

Nie sposób pisać dalej nie zdradzając tego, co powinno zaskakiwać. Kończę w tym punkcie i polecam wszystkim bez wyjątku.



Para na życie czyli Themerson i Themerson

24 07 2011

Państwo Themerson to para niezwykła. Spotkali się w Polsce. Razem wyjechali do Paryża. Rozdzieliła ich wojna. W końcu zdołali się odnaleźć i osiedli w Londynie.

Francisza i Stefan byli artystami. Przez wiele lat pierwsze skrzypce grał Stefan. Franciszka, która była malarką, wspierała go w pracy poety, pisarza, kompozytora, filozofa i pomagała tworzyć eksperymentalne filmy. Po latach wielu przyjaciół rodziny doszło jednak do wniosku, że i ona, choć zawsze w cieniu męża, była artystką wyjątkową.

Niezwykłą historię tej niezwykłej pary Wiktora Szymańska, reżyser filmu Themerson i Themerson opowiada w sposób nietypowy. Zdjęcia archiwalne i gadające głowy łączy z refleksyjnymi ujęciami kręconymi współcześnie. To Wiktoria Szymańska prowadzi nas przez ten film. Ciepły głos narratorki to jej głos. I jej osobistą historią doprawiona jest historia bohaterów.

Wszystko to tworzy obraz bardzo refleksyjny, by nie powiedzieć sentymentalny. Potrafię sobie wyobrazić widzów zniesmaczonych osobistym (bardzo!) sposobem opowiadania, jakim posłużyła się reżyser. Nie zdziwią mnie słowa krytyki, zarzuty o pretensjonalność. To prawda - film balansuje na granicy, za którą byłby tylko lukrowanym ciastkiem z dziurką. Ale na szczęście ten ciepły, refleksyjny film prowadzony jest żelazną ręką i perfekcyjnie trzyma się liny - specyficznego stylu, który pozwala widzowi przyjąć perspektywę osobistą - wejść wgłąb filmu i historii Themersonów.

Themerson i Themerson nie tylko budzi ciekawość prac pary wybitnych polskich artystów zbyt słabo znanych w Polsce. Ich historię oglądamy niczym wspomnienie o cioci i wujku, niczym starą, fascynującą historię rodzinną - z mieszaniną zachwytu i żalu, że nigdy nie było nam dane ich poznać. Nic dziwnego, że publiczność - zarówno ta festiwalowa, jak i ta tradycyjnie oglądająca filmy w salach wystawienniczych - przyjmuje ten film naprawdę entuzjastycznie.

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji obejrzeć Themerson i Themerson Wiktorii Szymańskiej - polecam. A tymczasem zachęcam do zapoznania się z trzema filmami autorstwa Themersonów.



Powstaje film

7 07 2011

Ale nie tak od razu. Najpierw rodzi się pomysł. Skąd? Nie mam pojęcia. Wraz z pomysłem, albo zaraz po nim, niczym łożysko, narodzić musi się pewność, że to warto zrobić. Pewność, a nawet bezczelne przekonanie, że ktoś to przecież obejrzy, ba!, że powinien to obejrzeć! To piękna i bardzo kontrowersyjna chwila, ale od niej właśnie zależy, czy film powstanie i czy będzie kochany jak dziecko. (A tylko filmy kochane jak dzieci odnoszą sukcesy).

Po tych pięknych narodzinach (czy może lepiej - poczęciu) następuje ciąża, a potem poród. Poród trwa bardzo długo, dłużej niż ciąża. Boli. Ma chwile piękne, kiedy skurcz na chwilę ustępuje, kiedy mąż (operator albo producent) oddycha w tym samym tempie, kiedy twórca jest częścią wspólnoty. Więcej jednak jest chwil niedobrych - brzydkich myśli, cierpienia, zwątpienia, zniechęcenia… Dopiero potem rodzi się film.

Nigdy nie reżyserowałam filmu, ale mniej więcej tak to sobie wyobrażam. Przyglądam się ostatnio powstającym filmom. Są na bardzo różnym etapie rozwoju. Jedne rodzą się jakby szybciej, inne wolniej, ale nic nie jest przesądzone. Wszystkie przychodzą na świat w męczarniach. Jak ludzie. I podobnie jak ludzie jedne robią karierę, a inne nie.

Co decyduje? Znajomości, powiązania, konotacje, PR, trochę szczęścia i tylko w pewnym (bardzo różnym) stopniu wartość (jakże niemierzalna!). Nie chodzi tu o pesymizm, ale o to, że nawet bardzo dobre filmy przepadają niezauważone i nawet średnie filmy zdobywają nagrody.

Nikt nie musi czuć się winny bo też to nie jest czyjaś wina. Tak działa świat ludzi i świat filmów, który ludzie tworzą. Nie zmienię go. Gram więc według jego zasad, prezentuję to, co powstaje, daję darmowy PR nienarodzonym filmowym dzieciakom. Oczywiście tym, które znam i tym, które mi się spodobają. Otwieram jednak furtkę. Jeśli wiesz o ciekawym nienarodzonym jeszcze filmie - czekam na wieści! Może i o nim przeczytacie na Kino/Obserwacjach.



Stepy - Beyond the Steppes

28 06 2011

stepy-agnieszka-grochowskaMłoda matka, której mąż walczy na froncie niemieckim, zostaje siłą zabrana przez sowietów na Kazachski step, gdzie zmuszona jest do katorżniczej pracy i walki o życie swojego dziecka.

Film w reżyserii Vanji d’Alcantary powstał na podstawie historii babci reżyser. To przejmująca historia opowiedziana bardzo oszczędnie, chwilami wręcz sucho. Kazachski step, reżyser oraz Agnieszka Grochowska grająca główną rolę i partnerująca jej Aleksandra Justa stworzyły wspaniałą historię opowiedzianą środkami bardzo odpowiadającymi tematowi - zabrzmi to może dziwnie, ale film jest pełen elegancji. Aktorki prezentują się od najlepszej strony, stepy są naprawdę bezkresne, a historia - również dzięki wcześniej wymienionym elementom - szczęśliwie nie popada w sentymentalizm.

Stepy są zatem idealną propozycją na festiwale, do kin studyjnych i DKFów. Trudno powiedzieć, czy trafią do polskich kin (film jest koprodukcją międzynarodową z przewagą Belgii), ale na pewno pojawią się na DVD. Zarówno w kinie jak i na mniejszym ekranie warto obejrzeć ten film - dla wszystkich opisanych wcześniej przymiotów i dla poznania lub przypomnienia sobie o bardzo trudnym zjawisku historycznym, o którym nie mówi się na co dzień, a które było przyczyną licznych, zupełnie niepotrzebnych dramatów.

Stepy obejrzałam w cyklu polonica tegorocznego, 36. FPFF w Gdyni. Bardzo żałowałam, że udział polski w projekcie był zbyt mały, aby mógł znaleźć się w konkursie głównym. Nie tylko wyprzedza niektóre filmy konkursowe pod względem jakości, ale też porusza ważne zjawisko z czasów II wojny światowej w sposób bardzo osobisty, zupełnie niemonumentalny. Powinniśmy się tego uczyć.



Milion dolarów w kinach

20 06 2011

Milion Dolarów, reż. Janusz Kondratiuk, fot. Agencja Filmowa Profilm Komedie, komedie, jak trudno o dobre komedie!

Milion dolarów prezentowano podczas 35 FPFF w Gdyni. Oczywiście nie zdobył żadnych nagród, ale to oczywiste w przypadku niezobowiązującej, ironicznej komedii. A muszę przyznać, że uśmiałam się na tym filmie szczerze, co zdarza się rzadko.

Sprawa jest prosta - chodzi o tytułowy milion. Kto go zdobędzie? … Czytaj dalej »