Jezus Chrystus Zbawiciel

3 09 2008

W czasie festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu obejrzałam film “Jezus Chrystus Zbawiciel”. Film jest zapisem występu Kinskiego, podczas którego zaprezentował on monodram własnego autorstwa. Zdenerwował publiczność. Choć mówił o Jezusie i jako postać – Jezus, ludzie uznali, że Kinsky uważa się za Jezusa. Zamiast widzieć aktora grającego postać, mówiącą coś o świecie widzieli aktora mówiącego coś o świecie, w dodatku brutalnie. Łatwo atakować aktora za kontrowersyjny występ, trudniej spróbować zrozumieć. Mi było łatwiej niż wielu – słowa Kinskiego to często moje własne słowa, przynajmniej tak, jak je rozumiem. Dlatego podjęłam próbę krótkiej analizy jego kontrowersyjnego występu.

Czy Kinski chciał nam coś powiedzieć? Co takiego? Chciał powiedzieć coś bardzo ważnego – według niego. Myślę, że to było dla Kinskiego bardzo osobiste.

Co mówił? Wydaje mi się, że przekazywał nam swoje przerażenie, zniesmaczenie tym, co nie tak i jak bardzo nie tak. Błędami kościoła, jego “złym ja”, obłudą. Hipokryzją, nienawiścią ukrywaną pod płaszczykiem szerzenia zacnej idei.

Kinsky na scenie był agresywny. Nie zachowywał się dobrze. Nie zachowywał się zgodnie z tym, co mówił. Ale on nie jest Jezusem – nie udawał, że nim jest. Był i jest aktorem, grał rolę. Mówił jako postać – Jezus. Reagował jako aktor rozwścieczony zachowaniem widowni.

Jest też inna możliwość. Łatwe do przewidzenia były niektóre z tych reakcji publiczności. Scena nie była obstawiona, łatwo było na nią wejść. Może ci wściekli widzowie i napady agresji były kontrolowaną improwizacją, improwizacją przewidzianą, sprowokowaną? Elementem przedstawienia, które w swoim najgłębszym sensie miało dotrzeć do nielicznych? Czy wściekli widzowie byli narzędziem w rękach aktora?
A może agresja twórcy była tylko reakcją rozsierdzonego aktora–nerwusa? Autor i odtwórca niesie posłanie, chce nam powiedzieć Coś Ważnego. My nie słuchamy, śmiejemy się. Gdyby ktokolwiek znosił coś takiego spokojnie byłby drugim Jezusem. Jednak Jezus był na razie jeden, następców nie widać.

Wreszcie “Dlaczego?”. Widzę 2 proste rozwiązania – aby zdobyć rozgłos (i tego trzyma się wielu krytykantów) lub aby powiedzieć ludziom coś ważnego, pobudzić ich do rozmyślań, zdobyć rozgłos dla ważnej kwestii, rozpocząć debatę publiczną. Skłaniam się do rozwiązania drugiego, bo pierwszy cel można osiągnąć o wiele łatwiej – bez uczenia się 30 stron maszynopisu na pamięć, bez ryzyka morderstwa w trakcie występu lub w życiu po nim. Nerwowa reakcja to reakcja emocjonalna i często obronna. Myślę, że Kinskiego wściekłość i pogarda jaką wzbudził mogła szczerze zaboleć (chyba, że bawił się widzami).

A może Klaus Kinski był tylko szaleńcem?

Tak czy owak nachodzi mnie smutna myśl, że jeśli Jezus wróci na ziemię, nie rozpoznamy go.

Co do samego filmu - dziwię się, że został pokazany w konkursie. Sam twórca był zdziwiony. Był to w zasadzie zapis przedstawienia, tak jak zapis koncertu w Sopocie albo Olimpiady. Treścią ważną, w tym przypadku kontrowersyjną było przedstawienie. Dlatego uważam pokazywanie go w konkursie za pomyłkę - chyba że oceniać mielibyśmy nie film, ale przedstawienie Kinskiego pt. “Jezus Chrystus Zbawiciel”.


W.AW - WydawnictwoAW

Opcje

Info

Odpowiedz

Możesz używać tagów : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>