Alicja - śmierć i narodziny w krainie czarów

9 03 2010

Film jest groźny dla książki. Ogląda się go łatwiej i szybciej niż czyta. Kusi kolorem, dźwiękiem, ruchem - światem, który ktoś już sobie za nas wyobraził.

Film jest groźny dla czytelnika. Zwłaszcza dla tego, który książki jeszcze nie czytał. Wszyscy reagujemy podobnie. Czytając uruchamiamy wyobraźnię, wizualizujemy świat. Następnie oglądamy film i tę cudzą wizualizację akceptujemy lub nie. W tym drugim przypadku pozostajemy z naszym książkowym wyobrażeniem. W tym pierwszym możemy czerpać z dwóch obrazów tego samego świata. Kiedy jednak sytuację odwrócimy i najpierw obejrzymy film, podczas późniejszej lektury nie potrafimy już nic powołać do życia. Przywołujemy tylko zachowane w pamięci obrazy z filmu.

Każdy dorosły człowiek opiera się na licznych filarach wartości, wiedzy, marzeń i wspomnień. Bardzo ważne są dla nas te filary, które sięgają bardzo głęboko, bo samego dzieciństwa. Czy film może być groźny dla tych filarów?

Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że nie. Emocje mówią coś odwrotnego. Dlatego w najbliższym czasie nie obejrzę Alicji w krainie czarów Tima Burtona. Uwielbiam Burtona, uwielbiam aktorów tego przedsięwzięcia, wreszcie uwielbiam Alicję i jej perypetie. Jej historia słuchana w dzieciństwie wciąż od nowa wryła mi się w głowę kształtując mnie podświadomie. Świadomie czuję jej wpływ na moją estetykę i stosunek do absurdu. Reszta pozostaje dla mnie tajemnicą. Ale kiedy miasta i gazety zaroiły się od reklam z Kapelusznikem-Deppem i Królową-Carter poczułam lęk, poczułam zagrożenie, poczułam, że coś tutaj może się rozsypać. Czytając artykuły o filmie zdjęcia zasłaniam ręką. Kiedy nie zrobię tego na czas czuję, że te obrazy sączą się w moją świadomość zastępując dziecięce wyobrażenia. Nie pamiętam ich już szczegółowo, ale wciąż czuję, że są dla mnie ważne.

Przeraziłam się. Czy naprawdę nie mogę obejrzeć filmu Burtona, który - jestem o tym przekonana - urzeknie mnie formą? Nie mogę, jeśli nie chcę uśmiercić w sobie małej Alicji z dzieciństwa. A nie chcę.

Kiedy tylko wrócę do domu sięgnę po książkę jeszcze raz. Mam nadzieję, że dawne wyobrażenia wrócą. Mam nadzieję, że po kolejnej lekturze odważę się wybrać do kina. Mam wreszcie nadzieję, że nie tylko uniknę śmierci mojej Alicji, ale doświadczę narodzin Alicji zupełnie nowej - Alicji Tima Burtona. I znów będę mogła wybierać, porównywać, odnosić jedną do drugiej a drugą do pierwszej, a z różnic i podobieństw wyciągać ciekawe wnioski.

A po co pisać o tym wszystkim?
Kino jest piękną machiną pozwalającą tworzyć, płodzić i rodzić nowe wizje, światy; nie powstało żeby mordować nasze dawne wyobrażenia. Dbajmy więc o nie, bo tylko my możemy to zrobić, a warto. To jedyne co na świecie jest tylko nasze.


W.AW - WydawnictwoAW

Opcje

Info

1 Odpowiedź do “Alicja - śmierć i narodziny w krainie czarów”

9 03 2010
snoopy (21:43:43) :

Miałem to samo z “Władcą Pierścieni” Tolkiena. Zanim wyszła ekranizacja Jacksona czytałem tę książkę regularnie i byłem już po kilkunastu lekturach. Od czasu wizualizacji Jacksona nie jestem w stanie wrócić do Trylogii.

Co do “Alicji” jednak nie miałbym tylu obiekcji. Po pierwsze dlatego, że nie jest to w zasadzie ekranizacja książek Carrolla, ale ich kontynuacja. To prawda, pojawia się tam mnóstwo postaci z powieści (choć nie wszystkie - mnie brakowało “pieprznej” księżnej z paskudnym dzieckiem na ręku), ale wpisują się one zgrabnie w dotychczasową “ikonografię” książek o Alicji, której źródłem są ryciny Tenniela (inna sprawa, że uważam je za nieudane). Myślę więc, że niebezpieczeństwa nie ma. Kocham Alicję i uwielbiam Burtona, a tutaj spotkali się oni w bardzo udany sposób. A na powrót do książkowej Krainy Czarów znów nachodzi mnie ochota! :-)

Odpowiedz

Możesz używać tagów : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>