Gdzie pani jest, Katalin Varga?

31 07 2011

Katalin Vargę poznajemy gdy jej mąż odkrywa jej największą, najbardziej skrywaną tajemnicę. Katalin wraz z synem muszą opuścić dom.

Wiele minut filmu minie nim ta wiejska kobieta w chustce stanie się uosobieniem zemsty i ofiarą. To kobieta fatalna, choć w sposób odległy od literackiej tradycji.

Katalin Varga to jeden z tych filmów, w których mówi się niewiele. Bohaterowie umieszczeni w rozległych plenerach przemawiają ruchem, gestem, nerwem. Lubię takie filmy, a ten podziałał na mnie prawdziwie hipnotycznie

Jego wielką siłą jest przedstawiony świat - z jednej strony pełen niewinnej przyrody, z drugiej dzikiej brutalności ludzi, którzy pozbawieni skrupułów walczą o swoje - o to, co mają najcenniejsze - o swój honor.

Katalin Varga to film, w który się wierzy, bo łatwo nam uwierzyć w zwierzęce prawa rządzące dziką prowincją Europy, zapadłą wsią i lasem. Ta sama historia przeniesiona do wielkiego miasta Zachodu wyda nam się pewnie mniej wiarygodna. Zresztą byłby to raczej dynamiczny thriller. Ta sama historia w Warszawie? Możliwe, choć wolimy o tym nie myśleć. Czy słusznie?

Nie sposób pisać dalej nie zdradzając tego, co powinno zaskakiwać. Kończę w tym punkcie i polecam wszystkim bez wyjątku.



Para na życie czyli Themerson i Themerson

24 07 2011

Państwo Themerson to para niezwykła. Spotkali się w Polsce. Razem wyjechali do Paryża. Rozdzieliła ich wojna. W końcu zdołali się odnaleźć i osiedli w Londynie.

Francisza i Stefan byli artystami. Przez wiele lat pierwsze skrzypce grał Stefan. Franciszka, która była malarką, wspierała go w pracy poety, pisarza, kompozytora, filozofa i pomagała tworzyć eksperymentalne filmy. Po latach wielu przyjaciół rodziny doszło jednak do wniosku, że i ona, choć zawsze w cieniu męża, była artystką wyjątkową.

Niezwykłą historię tej niezwykłej pary Wiktora Szymańska, reżyser filmu Themerson i Themerson opowiada w sposób nietypowy. Zdjęcia archiwalne i gadające głowy łączy z refleksyjnymi ujęciami kręconymi współcześnie. To Wiktoria Szymańska prowadzi nas przez ten film. Ciepły głos narratorki to jej głos. I jej osobistą historią doprawiona jest historia bohaterów.

Wszystko to tworzy obraz bardzo refleksyjny, by nie powiedzieć sentymentalny. Potrafię sobie wyobrazić widzów zniesmaczonych osobistym (bardzo!) sposobem opowiadania, jakim posłużyła się reżyser. Nie zdziwią mnie słowa krytyki, zarzuty o pretensjonalność. To prawda - film balansuje na granicy, za którą byłby tylko lukrowanym ciastkiem z dziurką. Ale na szczęście ten ciepły, refleksyjny film prowadzony jest żelazną ręką i perfekcyjnie trzyma się liny - specyficznego stylu, który pozwala widzowi przyjąć perspektywę osobistą - wejść wgłąb filmu i historii Themersonów.

Themerson i Themerson nie tylko budzi ciekawość prac pary wybitnych polskich artystów zbyt słabo znanych w Polsce. Ich historię oglądamy niczym wspomnienie o cioci i wujku, niczym starą, fascynującą historię rodzinną - z mieszaniną zachwytu i żalu, że nigdy nie było nam dane ich poznać. Nic dziwnego, że publiczność - zarówno ta festiwalowa, jak i ta tradycyjnie oglądająca filmy w salach wystawienniczych - przyjmuje ten film naprawdę entuzjastycznie.

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji obejrzeć Themerson i Themerson Wiktorii Szymańskiej - polecam. A tymczasem zachęcam do zapoznania się z trzema filmami autorstwa Themersonów.



Powstaje film

7 07 2011

Ale nie tak od razu. Najpierw rodzi się pomysł. Skąd? Nie mam pojęcia. Wraz z pomysłem, albo zaraz po nim, niczym łożysko, narodzić musi się pewność, że to warto zrobić. Pewność, a nawet bezczelne przekonanie, że ktoś to przecież obejrzy, ba!, że powinien to obejrzeć! To piękna i bardzo kontrowersyjna chwila, ale od niej właśnie zależy, czy film powstanie i czy będzie kochany jak dziecko. (A tylko filmy kochane jak dzieci odnoszą sukcesy).

Po tych pięknych narodzinach (czy może lepiej - poczęciu) następuje ciąża, a potem poród. Poród trwa bardzo długo, dłużej niż ciąża. Boli. Ma chwile piękne, kiedy skurcz na chwilę ustępuje, kiedy mąż (operator albo producent) oddycha w tym samym tempie, kiedy twórca jest częścią wspólnoty. Więcej jednak jest chwil niedobrych - brzydkich myśli, cierpienia, zwątpienia, zniechęcenia… Dopiero potem rodzi się film.

Nigdy nie reżyserowałam filmu, ale mniej więcej tak to sobie wyobrażam. Przyglądam się ostatnio powstającym filmom. Są na bardzo różnym etapie rozwoju. Jedne rodzą się jakby szybciej, inne wolniej, ale nic nie jest przesądzone. Wszystkie przychodzą na świat w męczarniach. Jak ludzie. I podobnie jak ludzie jedne robią karierę, a inne nie.

Co decyduje? Znajomości, powiązania, konotacje, PR, trochę szczęścia i tylko w pewnym (bardzo różnym) stopniu wartość (jakże niemierzalna!). Nie chodzi tu o pesymizm, ale o to, że nawet bardzo dobre filmy przepadają niezauważone i nawet średnie filmy zdobywają nagrody.

Nikt nie musi czuć się winny bo też to nie jest czyjaś wina. Tak działa świat ludzi i świat filmów, który ludzie tworzą. Nie zmienię go. Gram więc według jego zasad, prezentuję to, co powstaje, daję darmowy PR nienarodzonym filmowym dzieciakom. Oczywiście tym, które znam i tym, które mi się spodobają. Otwieram jednak furtkę. Jeśli wiesz o ciekawym nienarodzonym jeszcze filmie - czekam na wieści! Może i o nim przeczytacie na Kino/Obserwacjach.