Tlen. Premiera. Impresje.

5 02 2010

Kino pełne ludzi. Radosny nastrój oczekiwania. Zastanawiam się co mnie czeka. Nagroda publiczności z Nowych Horyzontów powinna mnie nastrajać optymistycznie. Czekam jednak z pewnym niepokojem. Znam odchyły festiwalowych publiczności.

Muzyka cichnie, publicznośc również. I nic. Jeszcze chwila oczekiwania. Wreszcie na środek wychodzą Wyrypajew i Gruszka. “Będziecie dużo czytać” ostrzega reżyser. I słusznie. Choć film nie jest przegadany.

Start. Menu płyty. 10 utworów. Zaczyna się pierwszy. W dziesięciu rapowanych i mówionych (stąd dużo czytania) utworach i w bonusie poruszono kwestie trudne i trudniejsze. Do tego energetyczna muzyka i historia pewnej znajomości - trochę na pierwszym planie, trochę w tle. Film rzuca widza to w nierealną wizję, to w socjologiczne studium, to znów w bezlitosny, dokumentalny zapis zdarzeń. Tematy choć różne z pewnością się łączą. Dlaczego z pewnością?

Przyznaję, że nie do końca byłam w stanie nadążyć za myślą. O ile akcja nie sprawia problemu, o tyle chłonięcie muzyki, czytanie niekończących się napisów i neutralizowanie huku (na życzenie reżysera film wyświetlono bardzo głośno) skutecznie uniemożliwiły mi przyswojenie myśli.

Stawiam jednak tezę, że nawet bez myśli warto obejrzeć Tlen. Ja w każdym razie cieszę się, że go obejrzałam - dla szaleńczej formy, nietypowej, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałam (sądzę, że nie tylko ja). Oto mamy kolejny przykład łamania filmowej konwencji. Okazuje się, że 3D nie jest potrzebne aby zmienić film, aby wycisnąć z tej formy coś jeszcze. Każda taka udana próba napełnia mnie nadzieją, że to nie ostatnie krople soku. Myślę, że wciąż i wciąż ludzie dookoła świata będą odkrywali nowe ścieżki zadziwiając widzów.

A wracając do myśli, treści filmu - mam nadzieję, że poukłada się w pewną całość kiedy się z nią prześpię.



Kino niezależne po polsku

15 01 2010

W odpowiedzi na prośbę Chihiro spod poprzedniego wpisu prezentuję słów kilka o kinie niezależnym w Polsce.

DEFINICJA
Zacznijmy od definicji. Za Wikipedią:

Kino niezależne (kino offowe) – niezależna, niekomercyjna, czasami amatorska kinematografia.

I już mamy problem. Czy kino niezależne, offowe i amatorskie należy zrównywać? Na początek narzuca się odrzucenie kina amatorskiego. Kino niezależne może być amatorskie, ale z pewnością nie musi. Pomijając już przykłady amerykańskie - również w Polsce można znaleźć przykłady kina niezależnego, a zrobionego całkiem profesjonalnie.
A co z kinem offowym? Jakiś czas temu twórcy polskiego offu wystosowali apel do Agnieszki Odorowicz, szefowej PISFu z prośbą o stworzenie specjalnego funduszu na ich filmy. Wydało mi się to absurdalne, ale zwrócono mi uwagę, że jeśli prosi o to OFF, to wszystko w porządku. Gdyby prosili filmowcy niezależni - byłoby to śmieszne. Okazało się, że śmieszne jest, bo twórcy apelu “Wspieraj OFF” sami określili się jako filmowców niezależnych. Ale chrapkę na państwowe pieniądze mają.

NIEZALEŻNE OD?
Dobrze więc - od czego niezależne jest kino niezależne? W USA od wielkich producentów. W Polsce? Można by było pomyśleć, że od pieniędzy. Zazwyczaj kino niezależne powstaje tanio, twórcy pracują za darmo. Niezależność od pieniędzy państwowych, z których z tej chwili żyją prawie wszystkie polskie “zależne” produkcje filmowe. To byłby dobry wyznacznik, ALE:
1) Filmowcy niezależni chcą pieniędzy PISFu
2) Film Lejdis powstał bez wsparcia PISFu. Czy to jest kino niezależne? (W rozumieniu amerykańskim mogłoby być - jak najbardziej).

Co w takim razie jest wyznacznikiem niezależności kina? Pozostaje nam chyba niezależność intelektualna, a właściwie możliwość robienia na co tylko ma się ochotę (bo wiele niezależnych polskich filmów wcale nie wychodzi poza sztampę; niewykluczone, że próbują i w końcu im się uda). Jeśli robienie na co tylko ma się ochotę, to znów obok małych tanich filmików znajduje nam się Lejdis. Panowie znaleźli sponsorów i zrobili to, na co mieli ochotę.

Może chodzi więc o poruszanie trudnych tematów, stosowanie nowych form wyrazu - niezależność tematyczną i formalną?

JEST JAK JEST
Gdybać w ten sposób mogłabym w nieskończoność. W potocznym rozumieniu w Polsce kino niezależne = kino offowe. Zjawiska te są rozumiane jako tanie, często nieprofesjonalne lub nie-do-końca-profesjonalne kino robione z potrzeby serca lub dla zabawy. Wartość intelektualna nie ma większego znaczenia, bo obok filmów tzw. głębokich i refleksyjnych pojawiają się najbardziej idiotyczne komedie (łatwo je zrobić tanio) oraz kino gatunkowe.

Większość twórców niezależnych zdaje się nie mieć ambicji aby trafić do głównego nurtu. Jeśli te ambicje mają, albo nie robią nic aby je zrealizować, albo okoliczności wyjątkowo im nie sprzyjają. Są jednak i tacy, którzy się wyróżniają - a to popularnością, a to komercyjnością, a to profesjonalizmem. Po kolei:
1) Wożonko - film sprzed kilku lat hulał w internecie. Został uznany za całkiem niezłą komedię.
2) Manna - film niezależny miał jakiś pomysł. Spodobał się na tyle, że komercyjna firma produkcyjna postanowiła zrobić wersję ‘zależną’. Co z tego wyszło? Nie wiem.
3) Dla Ciebie i ognia - chłopcy z pomorza zrobili film, który wygląda prawie profesjonalnie. Niestety nie jest zbyt mądry. Za to znalazł dystrybutora i można go łatwo kupić na DVD. Niebezpiecznie zbliżamy się do granicy ‘niezależności’
4) Filmy grupy Butcher Films - ich mottem nazwać można chyba stwierdzenie, że kino niezależne nie musi być nieprofesjonalne. Wychodzi im to świetnie, filmy są dobre, niezłe, a przynajmniej ciekawe. Nie wiem kto ich finansuje, ale robią dobrą robotę i zgarniają mnóstwo nagród.

JEST GDZIE SIĘ POKAZAĆ!
Kino niezależne w Polsce ma też sporo własnych konkursów. Zastanawiające, że na wielu z nich nie tylko w jednej kategorii walczą fabuły, dokumenty i animacje. W jednej kategorii walczą filmy niezależne z etiudami szkolnymi. Nie mogę się przestać dziwić.

Jeden z najważniejszych konkursów kina Offowego - Oskariada - niedawno przestał istnieć. Z organizatorami skontaktowała się Amerykańska Akademia Filmowa przyznająca Oskary. Nazwa Oskariada była wykorzystywana bezprawnie, podobnie jak OFFskary. Pod groźbą ogromnych kar umownych zabroniono organizatorom używania tej nazwy inaczej niż we wspomnieniach. Ciekawe, że najważniejsza impreza OFFowa wzięła nazwę od tak komercyjnej imprezy jaką są Oskary (choć szansę na te nagrody mają również amerykańskie filmy niezależne).

Ostatnim wymyślonym wyznacznikiem niezależności jaki przyszedł mi do głowy jest obecność w serwisie filmpolski.pl. Wożonka tam nie ma. Dla Ciebie i ognia jest.

PODSUMOWUJĄC
Tak naprawdę ostatecznym wyznacznikiem jest to, co twórcy mówią sami o sobie. W serwisie o wiele znaczącej nazwie Kino Amatorskie można oglądać filmy amatorskie i niezależne (według twórców strony). Wam pozostawiam ocenę co tam jest amatorskie, co niezależne, a co warte oglądania.

Na zakończenie cytat z listu Agnieszki Odorowicz do niezależnych filmowców, w którym według mnie celnie uchwyciła cechy kina niezależnego:

co jest jedną z sympatycznych cech kina niezależnego, a mianowicie luzu, swobody i właśnie niezależności od wymogów i rygorów jakie narzuca odpowiedzialność za większe środki finansowe.



Kino niezależne po amerykańsku

5 01 2010

Co jakiś czas ktoś próbuje uzmysłowić Polakom, że kino niezależne w Polsce to coś zupełnie innego niż w USA, że tam chodzi o niezależność od wielkich wytwórni. Jedni rozumieją, inni niby rozumieją, ale nie mogą uwierzyć, że kasowe hity w gwiazdorskiej obsadzie mogą być niezależne. Jeszcze inni mają to w nosie. A ja właśnie znalazłam doskonały przykład obrazujący amerykańskie kino niezależne - listę 25 najlepszych niezależnych filmów amerykańskich podaną przez Filmmaker Magazine. Oto ona:

1. Mulholland Drive (David Lynch, 2001)
2. There Will be Blood (Paul Thomas Anderson, 2008)
3. No Country for Old Men (Joel and Ethan Coen, 2008)
4. George Washington (David Gordon Green, 2000)
5. Brokeback Mountain (Ang Lee, 2005)
6. Lost in Translation (Sofia Coppola, 2003)
7. Tarnation (Jonathan Caouette, 2003)
8. The Fog of War: Eleven Lessons from the Life of Robert S. McNamara (Errol Morris, 2003)
9. The Hurt Locker (Kathryn Bigelow, 2008)
10. Requiem for a Dream (Darren Aronofsky, 2000)
11. Eternal Sunshine of the Spotless Mind (Michel Gondry, 2004)
12. Grizzly Man (Werner Herzog, 2005)
13. Punch Drunk Love (Paul Thomas Anderson, 2002)
14. Memento (Christopher Nolan, 2000)
15. Before Sunset (Rick Linklater, 2004)
16. Elephant (Gus Van Sant, 2003)
17. Iraq in Fragments (James Longley, 2006)
18. Funny Ha Ha (Andrew Bujalski, 2002)
19. No End in Sight (Charles Ferguson, 2007)
20. Synechdoche, New York (Charlie Kaufman, 2008)
21. About Schmidt (Alexander Payne, 2002)
22. The Diving Bell and the Butterfly (Julian Schnabel, 2007)
23. Junebug (Phil Morrison, 2005)
24. Zoo (Robinson Devor, 2007)
25. Man Push Cart (Ramin Bahrani, 2005)

Mam nadzieję, że nie pozostawia wątpliwości.



Kinematograf Bagińskiego

15 11 2009

Jeszcze w maju prezentowałam zwiastun najnowszej animacji Tomka Bagińskiego (Bagiński znów w akcji: Kinematograf). Pisałam o ziarnku niepewności.

I rzeczywiście. Wątpliwości okazały się uzasadnione. Nie chcę napisać, że film nie jest dobry! Ale jest całkowicie inny.

Wzruszająca historia o miłości i o pasji. Wszystko w nostalgicznych barwach. To bardzo prosty i klasyczny film. Można powiedzieć - film jakich wiele. Choć niewątpliwie zrealizowany bardzo profesjonalnie, czytelny i emocjonujący, niestety nie wciąga tak jak Katedra czy Sztuka spadania. Ta historia jest jakby zbyt jasna! Brakuje metafory, odrealnienia, które cechowało wyżej wymienione filmy.

Osobiście? Wzruszyłam się na projekcji - na koniec. W trakcie filmu odczuwałam nudę. Historia jest jednak dość przewidywalna. I choć po obejrzeniu we wrześniu oceniłam film raczej na plus, spotkałam się z wieloma głosami bardzo krytycznymi. To chyba fani, których oczekiwania nie zostały spełnione.

Czy w kolejnych filmach Tomek Bagiński powróci do narracji metaforycznej? Czas pokaże. Ja trzymam za to kciuki, bo niewielu mamy filmowców, którzy to potrafią. A Bagińskiego szło naprawdę dobrze.



Bagiński znów w akcji: Kinematograf

27 05 2009

Szykuje się premiera kolejnego po Katedrze i Sztuce spadania filmu w wykonaniu Tomka Bagińskiego. Zwiastun daje nadzieję, ale też zasiewa ziarnko niepewności (przynajmniej w mojej głowie).



Evald Schorm

6 05 2009
Evald Schorm. Źródło: evaldschorm.cz
Evald Schorm. Źródło: evaldschorm.cz

Evald Schorm to jeden ze sztandarowych filmowców czeskich, przedstawiciel czeskiej nowej fali. Jego kolegami z roku na słynnej FAMU byli m.in. Miloš Forman i Jiří Menzel - gwiazdy światowego formatu. Schorm wśród swoich znajomych uchodził za osobę wyjątkową - duchowego przewodnika. Jak to się stało, że w Polsce mało kto o nim słyszał? Nie wiem. Na szczęście dyrektorzy programowi tegorocznego Kina na Granicy stanęli na wysokonsci zadania i pokazali widzom najlepsze dokonania tego reżysera.

Evald Schorm wyreżyserował 7 pełnometrażowych filmów kinowych, w tym jeden po 17-letniej przerwie (nie, to nie były dobrowolne wakacje) spowodowanej konfliktem z władzami. A skąd ten konflikt? Z filmów oczywiście.

Czytaj dalej »



Bracia Karamazow - wielkie kino za polskie pieniądze

13 01 2009

Bracia Karamazow to jeden z filmów, które zaprezentowano w konkursie 33. FPFF w Gdyni. Wiele osób uznało traktowanie tego filmu jako polskiego za kontrowersyjne. Wyreżyserował go Petr Zelenka – chyba najpopularniejszy w Polsce reżyser CZESKI. Film jest jednak koprodukcją polsko-czeską współfinansowaną przez PISF. W produkcji udział brała polska ekipa, część ról zagrali polscy aktorzy. Najbardziej widoczną warstwę tekstu zagrali jednak znakomici aktorzy z Czech. Ale narodowość twórców nie ma tu nic do rzeczy. Proszę państwa, mamy do czynienia z Wielkim kinem.

Bracia Karamazow to historia czeskiej grupy teatralnej, która przyjechała do Polski na zaproszenie specjalnego festiwalu. Podczas tej imprezy artyści z różnych krajów mają zaprezentować swoje działania (teatr, taniec, lalkarstwo) w postindustrialnym otoczeniu opustoszałej huty. Aktorzy rozpoczynają próbę. Wśród złomu sztuka spotyka się z życiem i jego dramatami, historia wita teraźniejszość, wielkie kawały żelastwa przytłaczają kruchego człowieka.

Czytaj dalej »



Boisko bezdomnych

9 10 2008

“Boisko bezdomnych” Kasi Adamik to film, który był w Polsce potrzebny. Po raz pierwszy od dawna mamy film, który podoba się prawie wszystkim, widzom i krytykom, opowiada o czymś polskim i, co najważniejsze, czyni to bez zbędnego patosu. Rodzime kino przyzwyczaja nas do opowiadania nawet prostych historii z zadęciem i pompą na miarę polskich superprodukcji historycznych. Można to tłumaczyć tradycją romantyzmu. Ale żadna tradycja nie może być usprawiedliwieniem dla twórców notorycznie popełniających ten sam błąd.

Tym bardziej cieszy, że powstał u nas taki normalny film. Film po prostu. Film do oglądania. Przecież o to w tym chodzi! Mamy w tym filmie korupcję, ale bez przesady, mamy alkoholizm, ale z dystansu, mamy bezdomnych, ale ci bezdomni mają cel. Ba, mamy nawet prosty, kawę na ławę, patriotyzm. To jest to!

Czytaj dalej »



Jezus Chrystus Zbawiciel

3 09 2008

W czasie festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu obejrzałam film “Jezus Chrystus Zbawiciel”. Film jest zapisem występu Kinskiego, podczas którego zaprezentował on monodram własnego autorstwa. Zdenerwował publiczność. Choć mówił o Jezusie i jako postać – Jezus, ludzie uznali, że Kinsky uważa się za Jezusa. Zamiast widzieć aktora grającego postać, mówiącą coś o świecie widzieli aktora mówiącego coś o świecie, w dodatku brutalnie. Łatwo atakować aktora za kontrowersyjny występ, trudniej spróbować zrozumieć. Mi było łatwiej niż wielu – słowa Kinskiego to często moje własne słowa, przynajmniej tak, jak je rozumiem. Dlatego podjęłam próbę krótkiej analizy jego kontrowersyjnego występu.

Czy Kinski chciał nam coś powiedzieć? Co takiego? Chciał powiedzieć coś bardzo ważnego – według niego. Myślę, że to było dla Kinskiego bardzo osobiste.

Czytaj dalej »